2016 – ogólny obraz kultury w Polsce

sniper3+Jak państwo pewnie wiedzą bogaci na świecie bogacieją a biedni biednieją. Citibank niedawno w swojej broszurze zaproponował wprost aby inwestować we wskaźniki plutonomii. Co to oznacza? Otóż wg. Citigroup to rynek towarów luksusowych zapewnia największy wzrost. Dlatego trzeba w niego inwestować. Co do „całej reszty” – należy posłać ją w diabły. Nie ma co sobie zaprzątać nią głowy. Nie jest do niczego potrzebna. Co prawda reszta społeczeństwa musi istnieć, żeby mógł funkcjonować potężny aparat władzy, który będzie chronił banki i ratował je w czasie kryzysu, ale tak poza tym „reszta” nie jest do niczego potrzebna. Nazywa się ją obecnie „prekariatem” – to ludzie wegetujący na obrzeżach społeczeństwa.

Ludzie wychowani w czasach PRL-u, czyli czasach kapitalizmu państwowego, w wielkim procencie byli odcięci od tego podstawowego prawa biznesu. Tylko niewielu dowiedziało się, że raz zdobytej kasy się nigdy nie traci – ten który dorwie się do milionów będzie tylko pomnażał majątek.

Punktem kluczowym „ruchów górotwórczych” w Polsce była końcówka lat 80-tych, krótko po spotkaniu w USA jaruzela z Rockefellerem. Wywiad wojskowy, de facto rządzący wtedy w Polsce, skoncentrował w tym czasie cały swój wysiłek na wdrożeniu planu, którego rezultatem miało być przejecie tzw. dobra społecznego, całego dorobku komuny (zakłady produkcyjne, nieruchomości, banki, środki trwale i ruchome itd. – wszystko).

Powstawały błyskawicznie spółki nomenklaturowe, dochodziło do tzw. prywatyzacji za grosze. Wszędzie, w każdym kluczowym miejscu, w każdej radzie nadzorczej zasiadywał co najmniej jeden oficer WSI lub wysoki rangą współpracownik tegoż. Pamiętamy wszystkie cuda: afera FOZZ, przedziwne przejęcia i sprzedaże – TP SA, PZU itd. Pamiętamy licznie powstałe nowe banki. Pamiętamy także zabójczą dla polskiej gospodarki politykę Balcerowicza. Schładzania wszelakie i słynną akcję z utrzymaniem przez roku sztywnego kursu dolara, która to zakończyła się wyprowadzeniem z Polski dziesiątek miliardów dolarów. Miliardów!

Piszę o tym ponieważ wg. prawa, od którego zacząłem, ludzie którzy dorwali się do tej kasy są w jej posiadaniu do tej pory. Więcej, oni wielokrotnie ją pomnożyli. Obecnie i kilkanaście lat wstecz ich poziom zamożności umożliwił kontrolę tzw. demokracji. Praktycznie każdy rząd z nielicznymi wyjątkami pracował tedy przez te 25 lat dla nich. Idąc od początku, czyli rządy wszystkich prezydentów i wszystkich partii – od AWS-u do SLD i PO to opłacana i sterowana fasada. Jak się zdaje, jedynymi wpadkami były rządy Olszewskiego – ucięte po uchwale lustracyjnej myszki Mikke i rządy PIS-u 2005-07, trwające raptem 2 lata.

A więc 25 lat rządów klasy, której charakter ludziowi PRL-u wydawał i wydaje się wciąż nieoczywisty.

O kim piszę?

O oligarchii.

Oligarchowie tedy uzyskali na szachownicy politycznej trwałą, nie podlegającą żadnym siłom władzę. Jak to się mówi: są nie do ruszenia. Góry wyrosły i koniec. Można ich nie chcieć widzieć, zakrywać sobie oczy ręką, wyjechać, jednak one będą stały tam gdzie stoją.

Teraz przejdźmy do tytułowego zagadnienia, a najbardziej nas interesującego – do tzw. kultury w Polsce.

Władza oligarchii w Polsce, tak jak i pod każdą inną szerokością graficzną, ma strukturę piramidy. Na szczycie znajdują się oligarchowie, niżej najważniejsze narzędzia ich władzy – banki, niżej – partie, rządy, niżej ministerstwa, aparat „sprawiedliwości” – sądy, prokuratury itd. na końcu media – telewizje, prasa, informacyjne portale internetowe. W Polsce układ piramidy może się trochę różnić od klasycznej piramidy zachodniej bo niewielu u nas właścicieli banków wśród oligarchów jednak nawet jeżeli nie pozostają oni fizycznie właścicielami to dogadują, który bank i jak ma tu wejść.

Czy mam podawać poszczególne dowody na istnienie żyrafy w zoo? Pisać o sytuacjach kiedy nagle fasada okazywała się nieco mała i w Polsacie wyskakiwał Gromosław Czempiński opowiadający jak to zakładał PO?

Chyba nie. Szkoda na to czasu, a i drogę do meritum wydłuży.

A zatem…

W całym tym systemie, w całej tej piramidzie, nie ma jednej luki ani dziury. Mysz się nie prześliźnie. Na góry może jedynie oddziaływać siła wyższa, zmieniająca częściowo wielki porządek np. interwencja międzynarodowego kartelu, w tym najsilniejszego: grupy CIA-IMF-Goldman/Sachs-USA. Oligarchowie pozostaną jednak w miejscu, w którym są ponieważ wzrost ich potęgi poprzedził odpowiedni wzrost zadłużenia zagranicznego Polski. Od pewnego momentu bowiem Polska jest w ciągłym szachu – roluje sprzedażą obligacji dług.

Gdyby tedy, któryś z odważniejszych rządów postanowił uwolnić się z jarzma kartelu nastąpi natychmiastowa obniżka ratingu Polski, cena obligacji spadnie do poziomu dna i zablokowana zostanie możliwość dalszego rolowania długu. Polska zostanie bankrutem i odbędą się kolejne „demokratyczne” wybory kontrolowane przez oligarchów. To właśnie między innymi dlatego nawet tzw. patriotyczna wersja dekoracji – PIS nie jest w stanie niczego dokonać istotnego poza pompowaniem sztafażu – żołnierze wyklęci i programami socjalnymi 500+, które to i tak pochodzą całkowicie z pożyczek.

Nie ma też mowy o żadnej inowacyjności w państwie rządzonym przez oligarchię. Podobnie do mafii, która zżera wszystko w dół, będzie eskalować jedynie eksploatacja niewolników. Zbyt mali a jednocześnie zbyt wielcy są ci polscy oligarchowie aby robić prawdziwe interesy. Zbyt mali bo nie posiadają żadnych koncernów produkcyjnych, które ewentualnie mogłyby wdrażać jakieś wynalazki techniczne – konkurować na wielkich rynkach (nie wspominając o tym, że są za głupi bo dorobili się tylko i wyłącznie na szabrze), zbyt duzi jednak bo kryją agenturalnie całość terenu i rabują wszystko nawet na etapie zalążkowym.

Co zatem z kulturą?

Otóż w takim państwie nie może być żadnej prawdziwej kultury. Wyobraźmy sobie wioskę raz do roku paloną do ziemi a przy tym ograbianą ze wszystkich plonów. Jedyna kultura jak tam się może zrodzić to rzut koktajlem mołotowa na odległość, ewentualnie konkursy w niestandardowym podrzynaniu gardła.

Ciemiężca jednak świadom podobnych opcji zawczasu wstawia na teren żniw odpowiednią kulturę odgórną. Deleguje się paru miejscowych pajaców, lub jakichś spadochroniarzy do realizacji zadań na odcinku K-O. Powstaje zespół ludowy, jakieś półmaratony się organizuje, konkursy na fotografię brzóz w oddali. Wszystko po to by zawczasu zablokować wszelkie zdrowe odruchy rabowanych.

Jeżeli popatrzymy na polską literaturę, film, muzykę, teatr, z czasów kształtowania się, a dalej utrwalania oligarchii, to okres ten okaże się gorszy niż okresy najciemniejszej komuny.

Dosłownie nie powstało/nie powstaje nic ciekawego. Gówno na gównie za gównem w gównie poprzez gówno.

W myśl jednak rozważań będących wstępem tego wpisu nie jest to bynajmniej nielogiczne.

Można by jeszcze wspomnieć o pewnej specyfice. W Polsce instalacja oligarchii nastąpiła przy niesamowitym wprost współudziale i wsparciu mediów. Można by rzec, że Polacy byli przez 20 lat poddawani ciągłym nalotom dywanowym 30 różnych ośrodków propagandowych. Prano mózgi jak tylko było można. W wyniku tego procesu większość Polaków nie ma pojęcia o swojej realnej pozycji klasowej. Nie wie, że sposób w jaki zostali wydymani przeszedł już do niejednych annałów. Wielu się wciąż wydaje, że jest OK. Jakoś wiąże się koniec z końcem.

To prawda. Historia pokazuje, że nawet w Auschwitz można było założyć tajną organizację i przeżyć. Podejrzewam, że nawet w piekle idzie się jakoś dogadać. Nie tędy chyba jednak strumyk popyla… – jak mawiał dr Kozicki.

Aby może wyraźniej jeszcze zarysować stopień gwałtu dokonany na Polakach posłużę się przykładem Ukrainy. Sytuacja tego kraju jest bardzo podobna do Polski z jedną różnicą jednak: tam już się nikt nie wysila na jakąkolwiek scenografię. Tam jest klarowniej. Oligarchowie mają swoje wojska, policję i urzędników. Rząd zaś to wypadkowa aktualnego rozkładu ruchów Browna (moc poszczególnych kacyków + akcje międzynarodowego kartelu z Victorią Nuland i Krystyną Legarde na dziobie). Ukraina jest bankrutem.

Powinniśmy tedy bacznie się przyglądać i wyciągać wnioski. To samo tylko bez fasady. U nas za to ciut bardziej po ludzku niby.

Gwoli ścisłości muszę w tym miejscu jeszcze wspomnieć o roli UE na terenie Polski. To drugi aspekt, który „różni” nas od Ukrainy. W ogólnym zarysie UE reprezentuje interesy oligarchów niemieckich. Stopień zaś wzburzenia jaki wywołał ostatnio podatek od Kauflandów i Deutsche Banku wskazuje, że interesy Niemców z naszymi były dawno przyklepane. Obie oligarchie spijają sobie z dziobków.

Z polskiej matni nie ma wyjścia. Na świecie żyją bowiem ludzie, którzy z konieczności kontrolowania swoich aktywów, jak przyjdzie co do czego, są gotowi nabić własną matkę na pal. Cóż dopiero wspominać o takich bantustanach jak Polska czy Ukraina?! Uskuteczniana w tych okolicznościach pomiędzy Bugiem a Odrą wizja kultury to czad w czystej postaci produkowany na potrzeby niewolników i innych odpadów. Wszyscy mają spać. Żołnierze wyklęci i kinowe lekcje religii. Z drugiej zaś linii ostrzału roszczeniówka kartelowa: Polacy gorsi niż gestapo, własnymi rękoma dusili dzieciaki żydowskie a potem główkami grali w piłkę, bajka o księdzu pedofilu. Pokłosia i uciśnione LGTB.

Pozostały plankton to graf odklejonych, próbujących mniej lub bardziej przypodobać się którejś ze stron albo robić cuś o niczym dla nikogo w nicościach. Z konieczności włożenia kości do garnka oczywista.

Tak z grubsza.

Tytułem wyjaśnienia: pisałem rzecz jasna o kulturze nie rozrywce.

Wpis mój jest też po części odpowiedzią na artykuł dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej: Ile demokracji za fasadą?

w całości tekst ten dostępny jest tu:

http://www.blogmedia24.pl/node/46129

tu źródełko nieszczęścia jakby ktoś chciał się upewniać, niemniey mój tekst pochodzi sprzed ukazania się poniższego wpisu:

http://independenttrader.salon24.pl/729220,w-czyich-rekach-spoczywa-polski-dlug

a tu clue, polskie porno, niby dotyczy tylko jednego magistratu w Wa. a to pandemia w najbardziej zjadliwym wydaniu (dzieki uzytkownikowi twitter – antleft):

www.presspolityka.pl/2016/10/23/jak-hanna-gronkiewicz-waltz-walczy-o-demokracje/