NIE WIEM

Od czego tu zacząć? Zacznijmy tedy od postawienia tezy, która ma charakter fundamentalny. Tezy, z której z matematyczną dokładnością będzie można wywieść całą „komedię ludzką”. Przyczyny wszystkich tak bardzo interesujących nas aktywności: polityki, sztuki, obyczajowości, ekonomii itd. Co to za teza tedy?

Stawiam diamenty przeciwko paciorkom, że każda istota ludzka w swoim core, w samym środku jądra tego czym jest NIE WIE czym jest.

Dobrze państwo zrozumieli. Nikt w najgłębszej introspekcji nie może odpowiedzieć na pytanie czym jest. Nie dość tego, ponieważ nie wie czym jest, nie wie także jak jest i czy w ogóle jest.

Świadomość ta szemrząca niczym monstrum na głębinie, jak prawda o ukrytej dawno temu zbrodni, determinuje każdy ruch, każde uczucie i każdą myśl żywej jednostki.

Dlaczego jednak w 99% przypadków świadomość NIE WIEM nie ma mocy transgresywnej, twórczej? Mocy, która byłaby kanwą wielkiej życiowej przygody?

Otóż stawiam drugą tezę, że każda społeczność ludzka jest zbudowana na całkowitym przeciwieństwie tego głębokiego świadomościowego przeczucia każdej jednostki. Wszystkie społeczeństwa są budowane na WIEM.

Aby rządzić daną społecznością, w tym wypadku grupą miotanych głębokim egzystencjalnym niepokojem NIE WIEM, wystarczy im powiedzieć: jest tak i tak – ja wiem, my to wiemy i wam powiemy.

Jest to warunek sine qua non każdej władzy i każdej ideologii. Najważniejsze to wykluczyć z grupy tych najbardziej wnikliwych – tych, którzy by chcieli dociec czym są samodzielnie, a następnie resztę, bardziej leniwą, bardziej zestrachaną, poinformować co i jak. Jakież wtedy wytchnienie zapanuje, jaka radość!

Jesteście katolikami, jesteście żydami, jesteście wyznawcami Islamu. Jesteście Polakami, jesteście Niemcami, Jesteście Rosjanami, jesteście Amerykanami. Nie dość tego, WIEM musi być zaimplementowane do każdej dziedziny życia. Sztuka to to a nie tamto. W tym roku nosimy to a nie tamto, w nauce obowiązuje zasada taka a nie tamta. Jesteście obywatelu porucznikiem, jesteście obywatelu górnikiem, jesteście obywatelko posłem na sejm. Każdy wie tedy co robić i jak się zachowywać odpowiednio do roli jaką mu przeznaczono.

Ktoś może tu powątpiewać, że przecież mamy wolny wybór, zadam pytanie tedy: czy zetknęliście się kiedykolwiek w szkole z sytuacją, żeby nauczyciel powiedział NIE WIEM, żeby nauczyciel religii powiedział nie wiem, albo, co najważniejsze , żeby rodzic powiedział nie wiem?

Od samego początku jesteśmy tresowani jak małpy w cyrku do sytuacji: tu się zachowujemy tak a tu tak, bo wiemy że jest tak a tak. I koniec.

O mitologicznym nie wiem, niektórzy, jak będą mieli szczęście, dowiedzą się dopiero na studiach na jakiejś poważniejszej uczelni ale i tam będzie panowała groza i rządy WIEM.

Piszę to wszystko z pozycji osoby, której domeną jest działalność artystyczna. Działalność ta, chyba jak żadna inna opiera się na ciągłym zmaganiu  z sytuacją: czym sztuka jest a czym nie jest. Co określamy muzyką a co nie. Co nazywamy dobrą literaturą, co nazywamy dobrym filmem itd.

Wydaje się z perspektywy czasu, że najwartościowsze dzieła powstały w sytuacji gdy twórca musiał sam określić czym jest rzeczywistość , w której się znajduje, co jest kanonem a co nie, dlaczego jego bohater zmaga się z tym czy tamtym.

Tu pojawia się pojecie formatu, bycia w formacie, formatyzacji. I tu trzecia teza: Format jest narzędziem sprzedaży danego produktu społeczeństwu funkcjonującemu w oparciu o zasady wiem. Format bowiem to uporządkowanie do WIEM danego obiektu, sytuacji, myśli.

Formatyzacja powoduje tedy sytuację, że sama nazwa – nie zaś kontent, wystarczy do sprzedaży danego produktu. Innymi słowy, wystarczy, że odgórnie coś zostanie uznane za twórczość katolicką a natychmiast grupa sformatowana katolicko nabędzie dany produkt. Nie ważne , że w środku będzie się znajdowała historia zwycięstwa lucyfera.

Tu dotykamy kluczowego zagadnienia, o którym już wcześniej wspomnieliśmy – aby rządzić musisz być WIEM: kto jest władcą wszystkich formatów i decyduje przez to o każdej dziedzinie aktywności danej społeczności. Oczywiście ten , który WIE i podpiera swoją władze nad resztą odpowiednimi narzędziami propagowania tego WIEM. PROPAGOWANIA!!!

Każdy władca tedy używa PROPAGANDY. Propagandę zatem mamy w każdej dziedzinie życia społeczności WIEM.

Ponieważ najpełniej rozwinęła się propaganda za rządów Hitlera przyjrzyjmy się dylematowi jednostki miotającej się w tamtejszej rzeczywistości. Weźmy np. takich żołnierzy Einsatzgruppe, albo strażników na wieżyczkach w Oświęcimiu. Jak trzeba było przygotować tych ludzi do zadań które przed nimi postawiono?! Jak trzeba było obrobić esesmana do tego żeby czwórkę dzieci za rączkę prowadził do komory gazowej?! Przecież on na głębi swojego JA nie wiedział kim jest i musiał też odczuwać pewien niepokój. Co ja mówię?! Niepokój?!!! Z dzienników Hessa wynika jakie on sam miał wątpliwości i w jakich słowach  pisał np. o Palitzschu!

Ktoś może powiedzieć: czemu ciągle o tych obozach, przecież to było zwyrodnienie i choroba. Otóż nie, to sytuacja modelowa jak daleko strach przed własnymi wątpliwościami, przed nierozwiązaniem zagadki tego czym jesteś,  może cię zaprowadzić.

Gitta Sereny napisała, że Stangl, komendant Treblinki, bez munduru, który codziennie nakładał nie byłby w stanie dokonać tych wszystkich zbrodni. Bez munduru czuł się nikim.

Oni wszyscy bez munduru byli nikim. I nie tylko munduru w sensie fizycznym ale także mentalnym.

Żyjemy w czasach, w których ten mundur bynajmniej nie został zdjęty. Nie ma on już co prawda insygniów z trupią czaszką i działalność związana z noszeniem tegoż munduru nie ma już tak tragicznych konsekwencji jednak format pozostaje formatem. W swej esencji pracownik takiej czy innej korporacji pozostaje esesmanem na służbie. Każdy kto kupił wmówione mu którekolwiek z chodzących na rynku WIEM pozostaje strażnikiem na wieżyczce.

Jeśli przyjrzymy się takim tworom jak Unia Europejska, dany rząd, dany kościół, dany koncern,wszystko funkcjonuje na tych samych odwiecznych zasadach: wymienię twój niepokój NIE WIEM na słodki spokój WIEM. Nie będziesz już o nic się musiał martwić. Wszak będziesz wiedział najważniejsze: kim jesteś. Będziesz to mógł powiedzieć sobie, swoim dzieciom, kolegom, komu tam chcesz. Powiesz: jestem pracownikiem tego i tego , wierzę w to i w to.

A zatem maszyna cały czas działa, władcy – propaganda – rząd dusz kupiony daną ideologią czy konceptem.

Dziś wszystko się już wydaje sformatowane. Poza formatem nie ma życia. Nie jesteś taki czy innym formatem – nie istniejesz.

Czy to państwu czegoś nie przypomina?

Dokładnie tak – zasady robotyzacji. Każda maszyna, zwłaszcza te współczesne, opierają się na oprogramowaniu. Robot musi być zaprogramowany. Wszystko musi być jasne. Pisanie kodu – danego programu to jedno wielkie WIEM. Poza programem maszyna nic nie zrobi. Z nieznanych przyczyn nie namaluje paru fajnych dziewczyn na Thaiti, nie napisze dziwnej dwuczęściowej sonaty, czy nie będzie dociekała znaczenia języka , którym się posługuje.

O właśnie! Kluczowy opresor. Mówię w danym języku wiec jestem tym czy tamtym. Spróbuj nie mówić w swoim języku, spróbuj w towarzystwie zacząć wydawać nieokreślone dźwięki a zobaczysz jaki piorunujący efekt to wywoła na tobie i będących w tej sytuacji ludziach.

Nie mamy tedy ani imienia ani numeru. Nie mamy języka. Jesteśmy tym czym jesteśmy. Potencją wszystkiego co możliwe. Nas, w naszej prawdziwej esencji,  nie da się wymienić na zaprogramowanego robota.

Chyba, że już kupiłeś pakiet z najnowszą ofertą i się odpowiednio sformatowałeś – jesteś narodowcem, nosisz koszulkę z żołnierzami wyklętymi i słuchasz DePress, a może jesteś lewicowcem, czytasz Żizka, zdecydowałeś się z kolegą tej samej płci na sex i przeszedłeś na veganizm. A może kupiłeś ofertę mix i trochę jesteś patriotą a trochę też lewicowcem, bo lubisz jazz a i Żizek ci nie obcy, nie dość tego zacząłeś  pasjonować się kinem awangardowym…

A może tak jak wszystkich  innych dopadł cię format Chodakowskiej i brzuszki wykonujesz choć motywacja nie zbyt wielka i kruche WIEM domaga się wieczorem swojej porcji wina albo wódy.

Bo JAK NIE WIESZ to nie będziesz mógł żyć, nie będziesz miał przyjaciół, rodzina przestanie się z tobą zadawać, żona/mąż będą wymagać byś znormalniał/niała.

Pozostanie ci wyjechać w góry, ale tam też będzie czekał format górali, pozostanie ci uciec do Detroit ale tam będzie czekał format bumów.

A może uciekniesz do dżungli w celu przecięcia wreszcie tego pasma zakłamania i weźmiesz Ayahuascę?

Jestem zdania, że nie musisz tego wszystkiego robić. Nie musisz jechać gdzieś na koniec globusa, czy skakać na bandżi, albo medytować w aszramie w Kaszmirze.

Wszystko masz już na miejscu. W tobie. Nic nie musisz robić. Siedź tylko spokojnie i nie wykonuj nerwowych ruchów. Chwilę.

A potem zrozumiesz, że jak ktoś zaczyna spicz od słowa : Kochani, to oznacza, że będzie pierdolił jakiś czas a potem wskaże ci gdzie jest donation button.

Bo tu nie chodzi o sprzedaż czegokolwiek. Chodzi o godność. Żeby nigdy w żadnym układzie nikt ci nie wmówił , że stanie na wieżyczce w Auschwitz to twój obowiązek. Żeby nikt ci nie wmówił, że sprzedaż kredytu frankowego ojcu rodziny to sytuacja ok, bo przecież KNF nic nie miała przeciwko. Żeby nie sprowadziły cię do parteru programikiem Idol, czy Mam Talent sprzedajne kurwy medialne, wmawiając, że jak zaśpiewasz piosenkę Celine Dion to wreszcie wyraziłeś siebie i nareszcie jesteś cool. Żebyś nie zrobił ze swojej rzeczywistości sieci amway, w której twoi przyjaciela zamieniają się w twoich klientów.

ITD> ITD>

No i na końcu, żeby ci też nikt nie wmówił, że jak dostaniesz z UE grant na program formatowania wieśniaków w twojej okolicy pieśniami wziętymi z badań ośrodka eugeniki socjalnej Q8 to będzie to działalność artystyczna. Albo jak wystąpisz na festiwalu, który został sfinansowany  z 75 procentowych podatków tubylców desperacko walczących o pracę w pizzerii za 1200zl i będziesz na nim grał free jazz to, że to jest sztuka.

Taki chuj. Byłeś po prostu potrzebny do utrzymywania status quo na danym terenie objętym okupacją jakiejś określonej mafii WIEM. Zagrałeś free jazz , zaśpiewałeś piosenkę ludową po to żeby oni dalej mogli rządzić i po to, że jak przyjdzie co do czego żebyś ty mógł napierdalać z granatnika gdzieś w jakiejś pustyni albo tajdze, z dala od swojej rodziny z przeświadczeniem , że właśnie robisz najbardziej wartościową rzecz w swoim życiu.

Ktoś może powiedzieć: no dobra, no ale jak NIE WIEM to co mam robić? I jak żyć? Jak żyć panie premierze?!!!!

Tu dochodzimy do czwartej tezy: jeśli w miarę długo przebywasz w nie wiem: utrzymujesz świadomość nie wiem, to odkryjesz, że wykonujesz dokładnie to samo co wcześniej w oparciu o program tylko szybciej i sprawniej. Nie dość tego, pojawiła się przestrzeń wyboru. Robot nie ma żadnej przestrzeni wyboru. Wykonuje to co napisali w sofcie. Osoba, zaś która nie wie i zwraca obiektyw kamery z pytaniem do środka: a kim ty tam jesteś w środku brachu? Kto tam w środku widzi i słyszy? Osoba taka ma możliwość oglądać kod programu z dystansu. Z zewnątrz. Może nawet widzieć swoje myśli i nie utożsamiać się z nimi.

O! Co za postęp!  Widzi matrix! Co za odkrycie!!!

Innymi słowy NIE WIEM wie. I to lepiej wie od tego który mówi że WIE. NIE WIEM jest inteligentne, nieogarnione, zawiera wszystkie możliwości, jest spontaniczne i zabójczo kreatywne. Jest spoza. Nie podlega prawom robotyzacji, gridowi i wszystkim innym warunkującym prawom matrixu. NIE WIEM przez to kocha  i nigdy nie ulegnie propagandzie każącej ci strzelać do zgromadzonych pod murem matek z dziećmi.

Czy coś to państwu mówi?  Czy cuś ci przypomina widok znajomy ten?

Można żyć i być szczęśliwym, nie jednak w systemie programu, formatu, doktryny, propagandy. Wszyscy ci którzy dali się na to nabrać z lenistwa, wygodnictwa, głupoty, czy cwaniactwa będą w przyszłości wymienieni na roboty.

I na górze to już planują. Najpierw precyzyjny program dla „ludziów” a potem dla robotów. Powiedzą: a właściwie po co wy? Przecież już mamy sztuczną inteligencję i samouczące się roboty?

Po co nam wy? Po co nam te mięsne, przygłupie, nieprecyzyjne golemobałwany? Produkujemy teraz bardziej trwałe. Z tytanu. Skąd zatem ten płacz i zgrzytanie zębów, że chcemy was utylizować? Skąd to zdziwienie…

==============================================

Kochani!!! Zapraszam tedy na coniedzielną mszę nowootwartego Kościoła NIE WIEM. Jestem jego jedynym kapłanem, prorokiem i ewangelistą.

Znak nasz: ?

Donation button jest u góry po prawej.

😀

Serio jednak, ponieważ arogancja, pycha i bezczelność rządów i ich sformatowanych wyznawców idzie tak daleko, że już nawet genialna sonata fortepianowa nie przechodzi, czy dzieło filmowe skutecznie podejmujące wyzwania najnowszej sztuki, a to wszystko dlatego, że twórca nie uczestniczył w danym lachociągu, trzeba mi będzie jakoś zadziałać, bo przecież nie będę chodził i się prosił jak jakaś pizda, nieprawdaż?