W 30-tą rocznicę powstania (bydgoskiego) 1987

Patrząc z perspektywy 30 lat i szerokości geograficznej Devon UK widzę te sprawy bardzo wyraźnie. Próbując poradzić sobie jako twórcy bydgoscy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nie dość , że jesteśmy w undergroundzie to jeszcze jesteśmy w specjalnym miejscu tego undergroundu. Chciałoby się napisać w undergroundzie undergroundu ale to by nie oddawało pełnej specyfiki tego położenia. Pozycja ta była bowiem pozycją śmierdzącego gówna, którego nikt nie chciał tykać ani o nim wiedzieć.

Późniejsze wersje naszych działań już były nieco strawniejsze – Trytony (także twórczość filmowa) i wielki sukces po Trytonach – Mózg i tzw. scena yassowa. Jednak korzeniem tego wszystkiego była straceńcza pozycja w latach osiemdziesiatych.

Może trochę o ówczesnym enturażu.

Cała oficjalna kultura okresu komuny, w tym siermiężnych lat osiemdziesiątych, [ale także o dziwo z okresu lat dziewięćdziesiątych – aż do dziś (to później)] służyła jedynie do całkowitego zablokowania wszelkiej autentycznej działalności kulturalnej tubylców. Spuszczeni przez długie ramię Moskwy rezydenci warszawscy i ich gawnojedy na placówkach wojewódzkich potworzyły w łagrze  polskim urzędy specjalizujące się w promocji mieszanki wedlowskiej Mozart/Verdi/Chopin, teatru lelum polelum, działalności wystawienniczej typu awangarda z wybitymi kłami,  itd. ect. Na uwagę osobną zasługuje film polski, który poza paroma wyjątkami bawił publiczność przygodami Kmicica i sprawną warsztatowo trucizną propagandową pana Andrzeja. W telewizji szła Bonanza i baśnie WRONu w wykonaniu autentycznych chujów w mundurach.

Młodzi ludzie wkraczali tedy ze swoimi nadziejami w dość specyficzną rzeczywistość. Nie był to co prawda batalion Zośka nie mniej pakowano nas także do grobu. Metaforycznie oczywista. Żebyśmy żyli ale nic nie mogli.

Działalność odbywała się na całkowitym marginesie w poczuciu, że kolejna akcja nie daje żadnej nadziei na przyszłość jednak to, że się w ogóle odbywa odnotowujemy na plus.

Co ciekawe dawano przyzwolenie na punk rock co jeszcze bardziej nas alienowało. Chłopcy umundurowani w skóry, w glanach, z fryzurami na siouxa jak najbardziej mogli szaleć na scenie. Podobnie słynna scena trójmiejska. Po latach dowiedzieliśmy się dlaczego to było możliwe. Scena trójmiejska jak i scena punk rockowa zostały utworzone przez odpowiednie komórki SB i kontrolowane przez nie do końca działalności. Tzw. bezpiecznik, – wentyl. Najważniejsze jednak było aby nie dopuścić nikogo autentycznego.

My nic o tym nie wiedzieliśmy, nie zdawaliśmy sobie sprawy jak w swoim uporze jesteśmy niebezpieczni dla systemu. Wydawało się nam, że nic nie znaczymy. Ot, małe mrówki coś tam klecą.

Żeby nie pisać zbyt wiele zapraszam państwa na premierę filmu, który stanowi dokument tamtych lat. Okazało się, że VHS z filmem odnalazł się cudownie i w warunkach współczesnej cyberprzestrzeni został załadowany na serwer Vimeo.

Po równo 30 latach możemy wreszcie zapoznać się dokładnie z tym co jako twórcy proponowaliśmy i jakie diagnozy stawialiśmy wtedy w środku tego betonowca.  A zatem ważna rocznica. Na szczęście wszyscy, którzy brali udział przy produkcji filmu  dożyli i popijając winko mogą się po latach jednym i drugim rozkoszować. Wam dedykuję!

Na koniec kilka refleksji.

A zatem warto. Warto pomimo chłodu i smrodu pozostać sobą. Czy coś się jednak zmieniło w otaczającej nas rzeczywistości na lepsze? Czy dla osoby, która za pośrednictwem danego medium chce wyrazić w pełni to co myśli i czuje sytuacja zmieniła się jakoś na lepsze?

Nie. Chujowo jest tak samo tylko inaczej. Podobnie jak w przypadku filmu „1984” tak w przypadku „Sherlocka” działała i działa pełna blokada. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji kiedy władze BWA w Toruniu odrzucają film nawet go nie obejrzawszy (anno 2016). Festiwal Camer Image odrzuca, Festiwal Warszawski odrzuca. Wszystkie kina po początkowej akceptacji pokazu wycofują się z projekcji nie odpowiadając na maile. Chujoza trwa w najlepsze tyle, że teraz korek zatykający przestrzeń ekspresji to Żołnierze wyklęci i lewacka propaganda. Nic innego nie ma prawa wejść. Tak jak za komuny: Verdi/Chopin, a na drugim biegunie punk rock, wszystko kontrolowane przez tych samych bosów za biurkami jakiegoś pierdolonego wieżowca.

I stado baranów gotowe udawać cokolwiek byle dostać dotację od podobnego kutasa, gdyż/albowiem zajął on stolec i pilnuje solennie by go nie utracić.

Im też dedykuję ten film.

Bracia i Siostry! Premiera filmu „1984”! Sławetny Dino w roli głównej! Zapraszam!